05
Edycja V
– Jeden weekend. Jedna misja.
Edycja przełomowa pod każdym względem. Na obiekcie powstały dodatkowe osie i infrastruktura specjalnie przygotowana z myślą o zawodach. Aż 30 zadań strzeleckich! Po raz pierwszy na zawodach mamy „Tunel”, „Kill House” czy „Wspinaczkę”.
Po raz pierwszy wystartowała drużyna z zagranicy – Slovakia Team 1. Po raz pierwszy drużyny otrzymały trackery. W nocy było zadanie taktyczne „Przemytnicy”, do którego podeszły... tylko dwie drużyny – kompletny niewypał.
28 drużyn w kategorii Lżejsza i 21 par w kategorii Lekka. Po 10 par na półgodzinnym oknie strzeleckim – każda para miała „lotnego” sędziego, który sędziował różne zadania. Wynik końcowy to nadal minuty.
Zawodnicy mieli specjalne karty, którymi „odbijali” się na czytniku, który mierzył czas – strasznie to było skomplikowane i rodziło sporo kontrowersji. Nadal tłumiki były opcjonalne.
Chwile, które pokazują, że duch piechoty nie gaśnie – od pierwszego strzału po ostatni
Zaproszenie na zawody
20 lutego 2021
Wideorelacja kanału portalstrzeleckipl
16 maja 2021
Kolejna wideorelacja kanału portalstrzeleckipl
17 maja 2021
Wideorelacja kanału websukces
29 maja 2021
Wideorelacja kanału SKM Strzelać Każdy Może
26 czerwca 2021
Wideorelacja kanału M.D. Shooting
6 sierpnia 2021
Duch piechoty w akcji – emocje i wyzwania uchwycone w kadrze
Kliknij dowolne zdjęcie, by otworzyć galerię
Relacja drużyny kobiecej – Magda Ptaszyńska
#Panie_Przodem czyli Dream Team podczas zawodów taktyczno-strzeleckich „Lekka Piechota” ❤️🔥💪😅
Blisko 60 tys. kroków... po polach, lasach, bagnach, górkach, pagórkach, rowach... w glinie i piachu... w deszczu i słońcu... z obciążeniem na plecach... bez odpoczynku... za to z przerwą na strzelanie 😅 Do tego opony, lina, wspinaczka, tunel, bunkier i takie tam inne... przetrwać i się nie złamać? Tylko z moją kompanką – Elwirą Deręgowską, która pięknie ogarnęła nawigację, i dzięki której od wczoraj czuję każdy centymetr swojego ciała 🙈😂 Tak to jest, jak się chce dotrzymać jej kroku, nie zawieść, nie marudzić, nie być dodatkowym bagażem!
Super przygoda, choć łatwo nie było! Mimo siniaków , zakwasów i pęcherzy jest satysfakcja z ukończonych zawodów.
Relacja Lubiestrzelac.pl
Mija tydzień od zawodów taktyczno-strzeleckich „Lekka Piechota”, więc jest to dobry czas na podsumowanie. Trochę z tym czekałem, aby nabrać dystansu, tym bardziej, że przez cały tydzień trwały jeszcze dyskusje nad wynikami i różne emocje mieliły się we mnie (póki nie ma oficjalnych, to napisze tylko, że jesteśmy na pudle, bardzo blisko z dwiema bardzo dobrymi ekipami).
Jak zwykle zaserwuję Wam luźny zbiór informacji, obserwacji oraz wniosków, który, mam nadzieję, stworzą całościowy obraz imprezy, a także opiszą nasz start. Aha, mam nadzieję, że macie sporo czasu, bo będzie długo, ale w końcu te zawody nie są krótkie.
1.
Lubię wracać do pewnego zdjęcia z pierwszej edycji Lżejszej Piechoty, gdzie kilku zawodników moknie na deszczu pod kontenerem, strzelnica tonie w błocie, a Skura płucze garnek w wielkiej kałuży pośrodku placu – surowość i bieda bije po oczach. Teraz, po niecałym półtora roku, sytuacja wygląda zupełnie inaczej: trzy kontenery, w tym na dwóch jest porządnie wykonana ścianka wspinaczkowa oraz dwa stanowiska do zjazdów po szybkiej linie. Do tego dużo więcej osi, kill-house, wkopany w ziemię, tor z tunelami, opcja strzelania na 350 m i 250 m, trackery dla każdej drużyny, karetka z zabezpieczeniem medycznym, mnóstwo stalowych celi, sprawna komunikacja radiowa. I do tego ponad 100 zawodników! Szokujący progres.
2.
Nadal nie było cateringu i... to dobrze. Każda ekipa musiała mieć przygotowane jedzenie dla siebie (ja np. tachałem go za dużo, bo pierwszy raz, kiedy zjadłem coś porządniejszego, czyli mały pasztet i liofilizat na ciepło, to było 15h po starcie). Doceniłem, że buddy zabrał palnik, bo ciepły posiłek przed nocnym zadaniem i herbata nad ranem bardzo pomogły w utrzymaniu wysokiego morale (jak to mówił Napoleon: armia maszeruje na żołądkach).
3.
Finalnie było 28 torów strzeleckich podzielonych na trzy 30-minutowe okna strzeleckie w sobotę oraz jedno półgodzinne nocne, a także poranne, ale tu już było hojniej z czasem i mieliśmy na zaliczenie zadań dwie godziny. Tu też było widać rosnące doświadczenie organizatora, bo niemal wszystkie zadania były przemyślane, z dobrze dobranymi celami. Mało było zadań, które nie miały sensu ze względu na zbyt duży koszt (czas i wysiłek) versus kara (były to płotki, do których zresztą podeszło mało drużyn) lub były głupim wywalaniem ammo (to jedynie figury rano). To, co trochę przeszkadzało, to masowe użycie celi stalowych – wymuszało naprzemienne strzelanie w parze, aby sędzia był w stanie zweryfikować wynik (nie było tu mowy o błyskawicznym nawalaniu jak na ISPC).
4.
Ciężko mi wymienić najciekawsze zadanie strzeleckie, ale na pewno wyróżniały się trzy:
  • Ścianka: gdzie najpierw się wspinałeś na wysokość dwóch kontenerów, strzelałeś 6 razy na 110 m i potem zjeżdżałeś na szybkiej linie. Wspinaczka była łatwa i spokojnie można było wejść bez zabezpieczenia, ale tu organizator dmuchał na zimne (dobrze).
  • Tunel: który był raczej okopem, co trochę psuło zabawę, bo światło było potrzebne tylko przy głęboko ukrytych celach, ale co by nie mówić, był to jeden z oryginalniejszych torów jakie strzelałem na zawodach. Coś godnego zawodów „Contra-tak” lub starego Call of Duty.
  • Kill house: rozpalił emocje po prezentacji na YT, a okazał się bezpieczny (dzięki modyfikacji zasad i innemu rozstawieniu celów), ale też sensowny. Co to znaczy? To był już mój szósty kill house na zawodach i zawsze wcześniej było co najwyżej średnio. Napaleni weekendowi komandosi się w nich skradają, choć nie ma to najmniejszego sensu. Sportowi ogarniacze popylają od celu do celu, co zabija klimat i podważa sens toru. Na Lekkiej robotę robiła wielkość obiektu i jego skomplikowany plan, pełen zakamarków. To wymuszało wolniejsze chodzenie, a stalowe cele na niewielkich odległościach, skłaniały rozsądnych do krycia się za rogami. W dzień był fajny, a w nocy jeszcze lepszy. Brawo dla KSI za wysiłek włożony w jego budowę i modyfikację zasad.
5.
Ponieważ przed zawodami strzelałem najwięcej na dystansach 100-300 m, to ostrzyłem sobie zęby na konkurencje na średnim dystansie. Były takowe cztery na Lekkiej, co też duży plus, że organizator idzie w tym kierunku. Niestety przygoda z lunetą, a tym samym niepewne zero nie pomogły. W dzień na 170 m trafiłem 2/3 (a może i 3, ale tu było bardzo ciężko zidentyfikować trafienie ze względu na źle dobrane cele, dlatego ustaliłem z sędzią, że ostatni strzał to miss) oraz w nocy na 100 m było 3 na 3. Na 250 i 350 niestety poszło mi już słabo, bo trafiłem tylko największe cele (popiersie), ale już buddy na 250 m trafił wszystko. Tak więc zespołowo było znośnie, ale poniżej naszych oczekiwań. Jednak nie oznacza to, że treningi nic nam nie dały. Przede wszystkim wiedzieliśmy czym się to je i jedynie zabrakło jeszcze trochę ostrzelania. Tak więc mam nadzieje, że będzie rosło.
6.
Jeśli chodzi o ocenę naszych strzelań, to ja bym ocenił je na 70% (choć wyniki końcowe pokazują, że mieliśmy drugi wynik w strzelaniu, za takimi wygami jak Górniak i Mieciu). Na 14 torach dziennych nie zaliczyliśmy jednego z nich plus mieliśmy pięć missów (pamiętajcie, że w zależności od toru jest różna wartość kary, wiec miss missowi nie równy). Była opcja strzelić wszystko, ale zamotaliśmy się z maskami (nie zabraliśmy ich ze sobą w trakcie jednego okna) i to zmusiło nas, aby jeden z torów powtarzać niemal w całości, a to kosztuje czas i amunicję. Dużym plusem było to, że trafiliśmy na świetnego sędziego (tego samego co rok temu w czerwcu), który wiedział, że ciśniemy i latał z nami jak dziki (pozdrawiamy!).
W nocy było już dużo gorzej, bo z dziewięciu torów nie strzeliliśmy aż trzech. Było to wynikiem spóźnienia na okno czasowe, przez co sami zabraliśmy sobie czas i punkty, bo tory były proste (no może poza tą chybotliwą kładką) i jeszcze 2 spokojnie byśmy strzelili. O dziwo w dzień i w nocy najwięcej missów generował u nas prosty tor ORT, mimo, że zupełnie nie cisnęliśmy czasu. Rano było pięć torów, z czego dwa długie (250 i 350) oraz trzy na zmęczenie, z czego podobała mi się szczególnie matematyka, bo sprawdzała skupienie oraz to, czy potraficie precyzyjnie trafić na 7 m po tym jak strzelaliście przed chwilą na 350 m.
7.
Zmieściliśmy się w minimalnym limicie amunicji wskazanym prze organizatora (450 sztuk), choć momentami było już krucho z ammo w magazynkach (nocny kill house skończyliśmy z 5 pustymi magazynkami i jednym nabojem w szóstym. :) W trakcie marszu mieliśmy przy sobie 6 pełnych magazynków do karabinka oraz 3 do pistoletu, czyli więcej niż wymagał regulamin, ale ratowało nas to, kiedy spóźnialiśmy się na okna i musieliśmy zaczynać strzelanie niemal z marszu (co jest też jest dobrym sprawdzianem przygotowania sprzętu i podwyższa realizm).
8.
Organizator udostępniał w bazie 10L schowek, który może nie był wielki, ale pozwalał na trzymanie zapasu amunicji i małej ilości wody/jedzenia. Zwykle w tym miejscu toczyło się intensywne życie towarzyskie, my jednak z niego nie korzystaliśmy, bo w dzień zasuwaliśmy. Pamiętam tylko moment, kiedy rozłożyłem się, jak na fotelu, na chwilę na ogromnym worku śmieci, aby zmienić skarpetki i Olek śmiał się, że z tym brakującym zębem wyglądam już jak legalny kloszard. Przytaczam Wam tę historię, bo te zawody, oprócz strzelania i marszu, to też takie drobne epizody, które składają się na wyjątkową atmosferę.
9.
Jak jesteśmy przy skarpetkach, to po raz pierwszy od trzech edycji pilnowaliśmy się z buddym i zmienialiśmy regularnie skarpetki, co bardzo pomogło w utrzymaniu nóg w dobrym stanie. Ja dodatkowo traktowałem je talkiem i zasadniczo problemów nie było. Moje Aku Piligrim Combat sprawdziły się bardzo dobrze. Kupiłem je z miesiąc wcześniej, bo zdecydowałem się wystartować w butach bez Gore-tex’u. I to był dobry wybór. Dużo sztywniejsze cholewki od Garmontów, kupionych na poprzedni start, sprawiały, że nie bolały mnie kostki przy przemarszach po zalesionych wzgórzach, gdzie noga co chwilę wywija się w jedną lub w drugą stronę plącząc się pomiędzy gałęziami. Oczywiście padało, więc na polach przemoczyłem je z trzy lub cztery razy od mokrej trawy, ale na szczęście w miarę szybko schły (AKU zmieniło dla Armii Brytyjskiej budowę buta w tym celu) i wymiana skarpet przywracała komfort. Finalnie straciłem jeden paznokieć, ale co śmieszne, z powodu lekko za małych butów sportowych, które spakowałem na mokre tory i nocne zadanie, żeby odpoczęły mi nogi. Ale to mój błąd, bo zabrałem je bez sprawdzenia przed imprezą i takie są efekty.
10.
Jak już jesteśmy przy mokrych torach, to dość mocno się ich obawialiśmy, dlatego nasz zestaw ubrań do zadania nocnego był przygotowany na zmoczenie i szybkie suszenie. Na szczęście aura wysuszyła bagienko, a organizator litościwie nie zalał toru tunel, więc pozostaliśmy w mundurach.
11.
Jeśli chodzi o strój, to niezawodny i strasznie już styrany WZ 2010 znowu zrobił robotę. Lekki, nie krepujący ruchów, z wygodnymi kieszeniami po bokach i przede wszystkim szybko schnący. A i jeszcze kieszenie na ochronę kolan i łokci (wg mnie bardzo ważne). Do tego koszulka termiczna z krótkim rękawem, bokserki z takiego samego materiału i dobre jakościowo skarpetki. Dużo osób popełnia błąd, że rano ubiera się za ciepło i potem szybko się przegrzewa. Kiedy niesiecie na sobie 25 kg sprzętu i szybko maszerujecie, to nawet gdy jest chłodno (sprawdzałem przy 5 stopniach w marcu) powyższy strój sprawdzi się dobrze. Warto mieć w rezerwie jakąś termikę na postój (my mieliśmy i zrobiła robotę), ale w marszu musi być lekko.
12.
Po opisie strzelań możecie się zastanawiać, czemu nie przychodziliśmy wcześniej przed oknem strzeleckim, aby się przygotować. Odpowiedź jest prosta: chcieliśmy przed 23:00 zaliczyć wszystkie 30 punktów nawigacyjnych. I zrobiliśmy to (choć z jedną grubą przygodą). Na poprzednich edycjach jako jedyni dokonaliśmy tej sztuki i teraz też się mocno w to wkręciliśmy. To było takie nasze teamowe zadanie, które mi np. osobiście dawało kopa, aby zasuwać bez względu na przeciwności. Przy takim założeniu nie było czasu na zamulanie w bazie i pogaduszki. Zasuwaliśmy, ile mieliśmy pary, aby zrealizować plan dla danego okna nawigacyjnego. Poplanowaliśmy to sobie częściowo wcześniej, a dokładnie już rano po otrzymaniu punktów. I był to bardzo napięty plan, dlatego też raz spóźniliśmy się aż 10 minut na strzelanie. Finalnie udało się, ale nie było to na pewno łatwe. Nasz sukces nawigacyjny w całości jest zasługą buddy’ego, który jest świetnym nawigatorem. W tej edycji wszedł na wyżyny swoich umiejętności (głównie dlatego, że nie ciągał mnie już tak bardzo po największych chaszczach). Wiele drużyn chwali się jak dużo przeszło, dla nas miarą sukcesu jest wykonanie zadania i jednocześnie pokonanie jak najkrótszego dystansu. Udało się.
14.
Osobny punkt poświęcę jednemu tylko punktowi nawigacyjnemu. Nie jestem przesądny, ale nadając im numer na starcie, temu przypadła 13. Jak się okazało nie był to przypadek. Był to punkt nad rzeką, który wypadał już pod koniec naszej marszruty, więc byliśmy już dojechani. Mieliśmy go szybko zaliczyć, a potem jeszcze tylko dwie tabliczki do trzydziestki i mamy temat nawigacji zamknięty. Dawałoby to nam godzinę na przygotowanie do nocnego okna strzeleckiego, które uważaliśmy za najbardziej wymagające. Weszliśmy na punkt, a tabliczki nie ma. Byliśmy wyluzowani, bo mieliśmy duży zapas czasu. Zaczęliśmy szukać go wzdłuż brzegu. Ale nie ma go. Po ok. 20 minutach wkurzyłem się, rozebrałem do samej bluzy mundurowej (było tam głęboko) i pokonałem rzekę, aby sprawdzić drugi brzeg. Był już chłodny wieczór, a temperatura wody nie sprzyjała kąpieli, ale co robić. Latałem potem po krzakach bez spodni (czyli duuuże poświęcenie), ale tabliczki nadal nie było. Tu istotne jest to, co pisałem wcześniej, byliśmy bardzo mocno wkręceni w to, aby znaleźć wszystkie punkty. I zostaliśmy za to ukarani. Ideą tych zawodów jest m.in. sprawdzenie jak elastyczni jesteście i dostosowujecie się do aktualnej sytuacji. My pokazaliśmy na tym punkcie, że nie mamy elastyczności. I zostaliśmy bardzo surowo za to ukarani. W pewnym momencie zorientowaliśmy się, że siedzimy nad rzeką już godzinę, więc straciliśmy cały zapas czasowy jaki mieliśmy, a może nawet nie zdążymy na 23:00. Brak tabliczki i opcja spóźnienia bardzo nam popsuło humory (delikatnie mówiąc). Jedynym plusem kąpieli było to, że zimna woda skutecznie zregenerowała mi nogi. Rzuciliśmy się do marszu i szybko, ale już w ciemnościach, doszliśmy do kolejnego punktu nad rzeką. Został nam jeszcze jeden, niemal po drodze na strzelnicę. Powtarzaliśmy sobie, że musimy zdążyć i pomimo zmęczenia zasuwaliśmy. Finisz będę długo pamiętał. Najpierw ostatni punkt, który, jak się okazało, znajdował się na bardzo stromym wzniesieniu. Wdrapałem się tam, przedzierając się przez niezłe chaszcze już na oparach. A to jeszcze nie był koniec. Zaliczyliśmy jeszcze marsz na azymut przez las nocą i to na pełnej prędkości na jaką nas wtedy było stać. Potem jakieś wsie, skrzyżowania, ale to już były szczegóły, bo w głowie pulsowała tylko myśl: zdążyć na okno! Spóźniliśmy się 5 minut (co ciekawe byliśmy wtedy chyba pierwszym teamem z naszej zmiany, który dotarł). Skutki tego spóźnienia opisałem wcześniej. Za to po imprezie zaczęliśmy dociekać co się stało. Okazało się, że tabliczka „przeniosła się” ok. 50 m na północ od wskazanego przez organizatorów punktu. Dlatego podczas pierwszej wizytacji na miejscu Borys jej nie odnalazł. Dziwna sytuacja, ale dobrze, że udało się to wyjaśnić i punkt został nam przyznany, choć i tak wygenerował nam stratę na poziomie ok 360 minut, a to na tych zawodach bardzo dużo. No cóż – lekcja wyciągnięta – od tej pory nie przypisujemy do punktu nawigacyjnego trzynastki. W tym zestawieniu też ją pominąłem.
15.
Ale nie możemy pominąć zadania nocnego, tak jak to zrobiło 18 drużyn z dwudziestu startujących. Tak, rzeczywistość zweryfikowała wizje organizatorów i nie było chętnych do noszenia w środku nocy kostki brukowej. My długo się zastanawialiśmy nad tym zadaniem i wiedzieliśmy, że na pewno nie zdecydujemy się na wariant z pokonywaniem patrolowanej granicy. Ryzyko plus potrzebny do tego wysiłek (m.in. pokonywanie rzeki w nocy) nie miał wg nas sensu. Jak widać inni też doszli do tego samego wniosku. Szkoda tylko, że odpuścili też opcję z noszeniem kostek po drodze, bo dla mnie to był moment zawodów, który zapamiętam na bardzo długo. Do pokonania było jedynie 3,5 km. Wymagane było do pokonania przejścia granicznego przebranie w strój sportowy (buty, dresowe spodnie) oraz brak elementów kojarzących się wojskiem (kamuflaż na plecaku, karabin, oporządzenie). Aha i do tego obowiązkowy wąs. Do przeniesienia były kostki brukowe o wadze 3,5 kg każda. Kiedy przed zawodami pojawiła się informacja co będziemy nosić, to buddy zaczął po pobliskich budowach sprawdzać kształt i wagę kostek. Ja m.in. pod kątem tego zadania wybierałem swój nowy plecak (Eberlestock F1 Mainframe). Pierwotnie planowaliśmy chodzić wahadłowo właśnie z moim plecakiem, ale na zawodach zmieniliśmy plan i stwierdziliśmy, że zrobimy dwa przejścia wspólnie, z czego pierwsze ma być konkretne. Finalnie okazało się, że mój plecak może pomieścić nawet i 30 kostek, ale poprzestaliśmy na 10, bo razem z zapakowaną do niego bronią dawało to 40 kg na plecach. Buddy stwierdził, ze on go weźmie, bo czuje się spoko na płaskim, a mnie wcześniej bolało serce (o tym później) itd. Mi przypadł mniejszy wymiar kary, a przynajmniej tak się wydawało, czyli 7 kostek i 29 kg. Problemem było to, że ja miałem to nieść w Wisport Zipperfox 40. Oddałem Kubixowi swoje kijki, aby miał łatwiej i ruszyliśmy. Jemu nogi plątały się od ciężarku, ale dzielnie dreptał. U mnie walka odbywała się gdzie indziej. Kolba karabinu wraz z kostkami tak mnie uciskały w kręgosłup, że musiałem iść zgięty w pół, aby choć trochę ulżyć plecom. Pod koniec marszu, ból w okolicach miednicy był już taki, że dreptałem małymi kroczkami. Mimo wszystko humor nam dopisywał i jakoś donieśliśmy do celu te 60 kg betonu. Wracając stwierdziliśmy, że rezygnujemy z drugiego kursu, bo nie widzieliśmy innych ekip (okazało się, że tylko Forest Rats mieli jaja, żeby przenieść swoją porcje kostki w ramach tego zadania). Chcieliśmy też trochę odpocząć przed porannym strzelaniem, bo może Borys jakiś crossfit nam wymyśli lub inne atrakcje.
16.
Jeśli chodzi o chodzenie i formę, to obaj dotrwaliśmy do rana w bardzo dobrym stanie, co nas pozytywnie zaskoczyło. Ja nie miałem w trakcie tych 24h żadnego większego kryzysu. Co prawda nie miałem też pary w nogach jak rok temu w marcu, ale szedłem sobie równo przez całą imprezę. Jedynie na odcinku, pod koniec trasy, gdzie zgrupowało nam się pięć ostrzejszych podejść zaczęło boleć mnie serce i przestraszyłem się tego, że będę musiał odpuścić. Na szczęście wystarczyło trochę częściej robić przerwy i poprawiło mi się. Za to buddy, pomimo treningu przed imprezą, przeżył konkretny kryzys z udami. W połowie imprezy, na jednym z podejść, tak się spompował, że ledwie szedł. Myśleliśmy nawet, że to już koniec. Ale wtedy nastąpił cud. KubiX w obliczu klęski przełamał swoja upartość i posłuchał mnie, że warto używać kijków. Pomogło mu to w takim stopniu, że do końca imprezy chodził z parą kijów DIY z lokalnych gałęzi sosnowych. Nie bądźcie uparci jak mój buddy.
17.
Co do sprzętu, to na tę edycję miałem nowe buty, nowy plecak i nowy karabin, na dodatek z tłumikiem. Samo to generowało sporo roboty, aby sprawdzić go i przygotować do startu. Nic mnie nie zawiodło i mam nadzieję, że na kolejną edycję będą potrzebne już tylko drobne modyfikacje zestawu.
18.
I na koniec filozoficznie. Organizatorzy wkładają w te zawody kawał serca. Co edycję jest na nich coś nowego. Przez to mobilizują nas strzelców do podnoszenia umiejętności i modyfikacji sprzętu. Ja zachęcam Was gorąco do startu czy to w Lżejszej, czy też w Lekkiej, bo doświadczenie jest bezcenne. Można do nich podejść na luzie, jak nasz ziom, co dwa dni przed startem zabrał się za czytanie regulaminu. My tak nie potrafimy. Powiem nawet więcej, my przesadzamy z analizowaniem każdego szczegółu oraz planowaniem naszej strategii. To męczy psychicznie. Po raz pierwszy usłyszałem od buddy’ego, że przez te przygotowania stracił przyjemność ze strzelania. Ja też przed zawodami byłem non stop podminowany. Dla mnie to była kolejna lekcja z Lekkiej, że trzeba zbudować w sobie większy dystans do kolejnych zawodów, żeby aż tak bardzo nie wsiadały na głowę. I dlatego tak bardzo lubię Lekką – to są zawody, które wykraczają poza standardowe rozumienie zawodów. Jeśli oczywiście wkładasz w to serce.
Rozwiń ⌄
Organizator
Stowarzyszenie "Klub Strzelających Inaczej KSI"
ul. Zielona 19F/10
81-113 Gdynia | Polska
NIP 9581670438
Regon 362457791
KRS 0000574409
REJESTRACJA
Chciałbyś wziąć udział w najbliższej edycji zawodów Lekka Piechota?
© 2025 Pomorskie Stowarzyszenie Aktywności Terenowej "PSAT".
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Ostatnia aktualizacja: 13 listopada 2025, 10:13 przez admin

Join our team!
Become a Sponsor or Partner of the Light Infantry competition – an international shooting event that attracts hundreds of competitors from across Europe and thousands of followers on social media every year. Your brand can become part of this prestigious project.
Why become a Sponsor?
  • Professional promotion and long-term content value
  • Strong, credible brand exposure in a real environment
  • Prestige and brand identity built on values
Why become a Partner?
  • Real business – not just a logo in the background
  • High reach and strong position in the community
  • Long-term cooperation – not a one-time deal
Want to know every detail? Don’t wait – click the button and discover all the benefits of working with us!
Nie tak szybko, wojowniku!
Rejestracja na zawody Lekka Piechota 2026 – New Frontline No. 12 rozpocznie się w trzech terminach, według poniższego harmonogramu:
1. Rejestracja na kategorie LIGHT i MILSIM rozpocznie się 7 grudnia 2025 r. (niedziela) o godz. 20:00 CET.
2. Rejestracja na kategorię LŻEJSZA rozpocznie się 14 grudnia 2025 r. (niedziela) o godz. 20:00 CET.
3. Rejestracja na kategorie BLITZ, RETRO, RETRO SOLO, SOLO rozpocznie się 21 grudnia 2025 r. (niedziela) o godz. 20:00 CET.
Not so fast, soldier!
Registration for the Light Infantry 2026 – New Frontline No. 12 competition will open in three phases according to the schedule below:
1. Registration for the MILSIM category will open on December 7, 2025 (Sunday) at 8:00 PM CET.
2. Registration for the LIGHTER category will open on December 14, 2025 (Sunday) at 8:00 PM CET.
3. Registration for the BLITZ, RETRO, RETRO SOLO, SOLO categories will open on December 21, 2025 (Sunday) at 8:00 PM CET.
Komunikat
Rejestracja na zawody Lekka Piechota 2026 – New Frontline No. 12 rozpocznie się w trzech terminach, według poniższego harmonogramu:
1. Rejestracja na kategorie LIGHT i MILSIM rozpocznie się 7 grudnia 2025 r. (niedziela) o godz. 20:00 CET.
2. Rejestracja na kategorię LŻEJSZA rozpocznie się 14 grudnia 2025 r. (niedziela) o godz. 20:00 CET.
3. Rejestracja na kategorie BLITZ, RETRO, RETRO SOLO, SOLO rozpocznie się 21 grudnia 2025 r. (niedziela) o godz. 20:00 CET.
W międzyczasie, dowiedz się więcej o kategoriach Lekkiej Piechoty zaplanowanych na rok 2026.
Notice
Registration for the Light Infantry 2026 – New Frontline No. 12 competition will open in three phases according to the schedule below:
1. Registration for the MILSIM category will open on December 7, 2025 (Sunday) at 8:00 PM CET.
2. Registration for the LIGHTER category will open on December 14, 2025 (Sunday) at 8:00 PM CET.
3. Registration for the BLITZ, RETRO, RETRO SOLO, SOLO categories will open on December 21, 2025 (Sunday) at 8:00 PM CET.
In the meantime, learn more about the Light Infantry categories planned for 2026.
Do you want to be redirected to the Polish version of the site?
Yes
Otherwise, just close the window.
Do you want to be redirected to the English version of the site?
Yes
Otherwise, just close the window.
Dołącz do naszego zespołu!
Dołącz do grona Sponsorów lub Partnerów Lekkiej Piechoty – międzynarodowych zawodów strzeleckich, które co roku przyciągają setki uczestników z całej Europy oraz tysiące fanów w mediach społecznościowych. Twoja marka może stać się częścią tego prestiżowego wydarzenia!
Dlaczego warto zostać Sponsorem?
  • Profesjonalna promocja i content, który pracuje długoterminowo
  • Silna, wiarygodna ekspozycja marki w realnym środowisku
  • Prestiż i wizerunek marki zaangażowanej w wartości
Dlaczego warto zostać Partnerem?
  • Realny biznes, nie tylko „logo w tle”
  • Silny zasięg i prestiż w środowisku
  • Długofalowa współpraca, a nie jednorazowy „deal”
Chcesz poznać każdy szczegół? Nie zwlekaj – kliknij przycisk i odkryj wszystkie korzyści płynące ze współpracy z nami!