Czas na podsumowanie naszego startu w zawodach Lżejsza Piechota, a dokładniej w ich marcowej edycji. Starałem się, zawrzeć w punktach, jak najwięcej aspektów tej imprezy, aby dać Wam lepsze wyobrażenie o niej i pomóc w przygotowaniach do kolejnej edycji.
a. CHARAKTER ZAWODÓW
Testowe, bo w wakacje Borys zapowiada już dopracowany wariant dla dużo większej ilości zespołów. Zupełnie nie przeszkadzało nam bycie "królikami doświadczalnymi", bo niejednym zawodom w Polsce życzyłbym tak sprawnej organizacji. Formuła zawodów zakłada ciągły przebieg rywalizacji, czyli płynnie, w zależności od obranej strategii, przechodziło się między zadaniami nawigacyjnymi, a strzeleckimi w postaci stage’ów.
b. CZAS TRWANIA
Część dzienna od 8:00 do 16:00. Jeśli kończyłeś wcześniej, to miałeś czas do 16:00 na odpoczynek, przygotowanie sprzętu itp., a Twój czas był pauzowany. Organizatorzy pozwalali też wtedy na dostęp do samochodu i rzeczy w nim pozostawionych – duże ułatwienie względem pierwotnych zasad. Część nocna od 16:00 do 22:00, ale skończyliśmy zawody ok. 21:00.
c. ILOŚĆ ZESPOŁÓW
10
d. NASZE MIEJSCE NA KONIEC ZAWODÓW
Najgorsze, czyli czwarte.
e. ILOŚĆ ZDOBYTYCH PUNKTÓW NAWIGACYJNYCH
Wszystkie, czyli 12/12 dziennych, w tym 3 specjalne oraz 3/3 nocne (które zrobiliśmy prawie za dnia).
f. POKONANY DYSTANS
GPS pokazał po analizie 32 km i 900 m przewyższenia.
g. NAWIGACJA
Według nas łatwa, ponieważ zostało dopuszczone (rozsądnie, bo ciężko to wyegzekwować) użycie GPS. Punkty do znalezienia zostały rozmieszczone głównie na szczytach wzgórz, które były zaznaczone na dość dobrej mapie w skali 1:10000. Cały obszar zawodów był dużo mniejszy od tego, co się spodziewaliśmy. Dlatego też, część dzienną przeszliśmy w 5h i 15min (limit na nawigację i strzelanie 8h), a nocną w 3h i 20min (limit na nawigację i strzelanie: 6h).
h. TEREN
Świetny ze względu na zróżnicowanie warunków, dużą ilość przyzwoitych wzniesień, spore obszary podmokłe (szczególnie o tej porze roku).
i. POGODA
Idealna. Było około 5-6 stopni, nie wiało, mżyło/lekko padało na starcie i w drugiej połowie dnia. Dzięki temu, pomimo bardzo intensywnego wysiłku nie było nam gorąco, ale też nie marzliśmy. Ja bardzo lubię taką pogodę. Ale w trakcie strzelań dziennych jak i nocnych było nam już rześko. Dodatkowo lekka mgła i deszcz nie pomagały w nocnym strzale na 200 m, a i w dzień uprzykrzały pracę z lunetą.
j. NASZA BROŃ
Mój AR15, którego miałem od 1,5 tygodnia (z czego od 3 dni z lunetą 1-6x24, którą zabrałem na zawody) oraz pożyczony, dla buddiego, na 3 dni przed zawodami AR15 znajomego. Na pewno nie pomogło nam małe ostrzelanie się z bronią, którą zabieraliśmy i brak sprawdzonego setupu (szczególnie w moim przypadku, ale o tym później).
k. STRZELANIA
Łatwiejsze niż się wydawało pierwotnie, ale wymagające ogarnięcia w temacie. Zadania przewidywały cele na dystansie 3m (niewielkie kształty na kartkach A4), 7m (blachy, w nocy), 130m (kółka na drzewku, różne postawy: 9hole, jedna ręka, strzelanie z opony w masce, leżąca po wdrapaniu się na kontener), 200m (gong tarcza IPSC/IDPA/torso – tylko jeden strzał wymagający podświetlenia celu).
Wymagana ilość amunicji na zawodnika to było 200 sztuk, a zalecana 400. My zużyliśmy w okolicach 250 szt. na głowę. Ze względu na to, że mieliśmy dwa rodzaje amunicji (o tym później), zdecydowaliśmy, że zadania na dalekim dystansie strzelamy z lepszej amunicji, na której przystrzeliwaliśmy się. Zadania okazały się dość proste. Czy te na 3m (poprawkę na tą odległość, bo byliśmy przystrzelani na 100m, wyznaczyliśmy już w trakcie zawodów) czy te nocne na 7m nie sprawiały nam problemów, a momentami były wręcz banalne (samochód, nocny 9hole, nocne 3 postawy jedną reką). Strzelanie na 130m było już większym wyzwaniem, ale też wchodziło, tylko najwyżej wymagało 1-2 dodatkowych strzałów. Na pewno nie pomagało nam to, że wylosowaliśmy cel w kolorze brudno-niebieskim, który było zdecydowanie ciężej odnaleźć na tle skarpy, w zaparowanej lunecie niż inne kolory (no może poza czarnym;). Na 200 trafiłem, buddy przekombinował z poprawką (to nas kosztowało ekstra 40 min do czasu).
l. WYPOSAŻENIE
Nic specjalnego, choć przygotowania zacząłem tak naprawdę już 1,5 roku wcześniej, kiedy skompletowałem, właśnie pod tego typu zawody, nową konfigurację chestriga Tactical Tailor 2-piece MAV. Do tego wysłużony plecak 3-dniówka od Tasmanian Tiger zmodyfikowany przez dodanie kieszeni hydracyjnej od oporządzenia RLCS, która w tym przypadku służyła jako nosidło do karabinu. Sprzęt uzupełniała para kijków trekkingowych, bo stwierdziłem, że skoro to nie jest formuła patrolu, a marszu, to kijki na pewno nie będą zawadzać, co potwierdziło się wielokrotnie na trasie.
Pomimo aury ubiór miałem dokładnie taki sam jak w gorące lato, z wyjątkiem butów. Po prostu wysiłek był tak duży, że wystarczył mi letni WZ-et i najcieńsza bielizna termiczna oraz bonnie hat. Na część nocną miałem cienką czapkę, koszulkę termiczną z długim rękawem i zamiast bluzy kurtkę Trooper od Helikon-Tex.
Do tego buty AKU trekking & outdoor footwear Piligrim GTX Combat. Długo przed startem zastanawiałem się właśnie nad butami. Moje ulubione Merrelle dosłownie rozpadły się przed zawodami, tak je zajechałem, a pozostałe buty wydawały mi się za lekkie na marcową pogodę i chodzenie po wzniesieniach. Z drugiej strony obawiałem, się, że Piligrimy będą za ciężkie i za ciepłe (ja nie przepadam za butami z Gore-tex’em). Jednak nie mając zbytniego wyboru zdecydowałem się na nie i nie żałuję. Świetnie spisały się na podejściach i zejściach oraz we wszędobylskim błocie, które momentami zasysało nas. Stopy, biorąc pod uwagę dystans i przygotowanie do takich marszów, wróciły w bardzo dobrym stanie. To zasługa właśnie Piligrimów, które dość długo chroniły stopy przed wilgocią, a gdy woda przelała się w końcu górą i przesiąkła przez buty (a może je tak zapociłem?), nadal było mi ciepło w trakcie marszu.
Ogólnie sprzęt i strój spisały się dobrze. Brakowało nam może czegoś cieplejszego na część strzelecką, która była dość statyczna, ale szło wytrzymać w samym mundurze.
m. FUCK-UP ZONE
No pojechaliśmy na grubo z błędami i to zadecydowało o tym czwartym miejscu. Dało się ich łatwo uniknąć, dlatego jesteśmy pozytywnie wkur… i z niecierpliwością czekamy na letnią edycję.
m1. Amunicja: Szykując sprzęt na kwaterze zorientowaliśmy się, że pakując się na szybko rano (buddy był jeszcze awaryjnie z synem w szpitalu, a ja musiałem pojechać do pracy) nie zabraliśmy kartonu z amunicją. Miałem tylko 200 szt. dla siebie schowane w oporządzeniu. Pierwsza myśl: życie. Potem wykonałem "telefon do przyjaciela" i okazało się, że będzie 400 szt. czekało na nas na miejscu. Rozdzieliłem po 100 szt. na głowę i tyle załadowaliśmy do magów. Ostatecznie dodatkowa amunicja przyjechała już po naszym starcie, więc nie mogliśmy się załadować. Borys, aby ukarać nas za gapiostwo, zakopał ją na jednym ze stanowisk, więc jeszcze musieliśmy w deszczu odkopać pudełka i załadować się. W efekcie, w magazynkach było sporo piasku, co nie ułatwiło pracy naszej broni. No i kosztowało nas 15-20 minut do czasu.
m2. Mapy: Zaraz po starcie, w fazie planowania trasy, rozpadał się deszcz. Dlatego szybko schowaliśmy ją do jednego z dwóch mapników. Buddy nawigował na zawodach, ale dla wygody ja nosiłem mapę. Niestety zafiksowałem się, aby mapa była w mapniku, który ma przezroczyste obie strony. A ten nie miał smyczy. Na dodatek skakał sobie w mojej kieszeni na udzie, co budziło moje obawy, że zaraz go posieje. Przeniosłem go pod klapę jednej z kieszeni na kamizelce, aby pewniej się trzymał i dało się go łatwo skontrolować. W ten sposób od połowy części dziennej nie mieliśmy już mapy. Nie było to wielkim problemem, bo wszystkie punkty były już wbite w GPS, gdzie też mieliśmy mapę topograficzną. Jednak ta ostania nie obejmowała dwóch skrajnych punktów kontrolnych i tam musieliśmy chodzić na czuja, co trochę zemściło się na ostatnim punkcie nocnym (wybraliśmy drogę przez cięższy teren i musieliśmy przeprawić się przez rzekę, po zwalonym drzewie – ekstra 20 minut).
m3. Montaż lunety: Kluczowy fuck-up tych zawodów należał do mnie. Instalując lunetę zdałem się na doświadczonego kolegę. Kto jak kto, ale on się w życiu lunet się nainstalował. Trochę mnie tak tknęło, czy nie użyć kleju do gwintów, ale powiedział, że nie ma takiej potrzeby. Hmm, w połowie 9-hole’a, na drugim naszym strzelaniu dziennym na 130 m, luneta postanowiła się wyluzować, a ja straciłem zero. Co prawda jeszcze walczyłem, mając klucz szybko ją dokręciłem, ale nie szło na tak małym celu w wymuszonych pozycjach określić poprawkę. Dlatego finalnie odpuściłem 2,5 zadania z części dziennej, co kosztowało nas spadek poza podium. Dopiero przed strzelaniami nocnymi wymyśliłem i potwierdziłem u organizatorów, że możemy z buddym używać jednego karabinka. Dzięki temu noc strzeliliśmy niemal wzorowo.
m4. Maski przeciwgazowe: Nie pomogło nam też to, że szykując się na Lekką, mieliśmy mało czasu i zbyt pobieżnie przeczytaliśmy listę wymaganego sprzętu. W efekcie nie wzięliśmy maski p-gaz. To nie pozwoliło nam strzelić jednego stage’u i znowu dodało bardzo dużą karę czasową.
m5. Ochrona wzroku: To, że wziąłem etui na okulary bez okularów, to już szczegół. Ekipa KSI pożyczyła mi coś na miejscu, bo wiele celów było stalowych, a ja lubię swoje oczy.
n. BUDDY
Zaanektował dla siebie nawigację, do której ja też mam słabość, ale on jest jeszcze bardziej otrzaskany z mapami, więc nie protestowałem. A jak widać po wynikach poprowadził nas wzorowo. Z AR-em i lunetą radził sobie też bardzo dobrze (nawet trochę zrobił się z niego #ARfan).
o. KONKURENCJA
Zacna. Widać było, że przyjechali ludzie ostrzelani (gdzieś tam przewijały się naszywki z MYKITY i SNIPER MISSION), z dobrym sprzętem (w zdecydowanej większości #AR15 z biegówkami, choć było kilku wyznawców #AKlove). Niektórych poznaliśmy tydzień wcześniej na Nocnej Straży, więc wiedzieliśmy, że nie boją się wyzwań. Większość startowała w wariancie taktycznym, choć jedna para (zwycięzcy zawodów), wybrała wersje light&fast: lekki turystyczny strój i karabinki złożone w niedużych plecakach. Wynik pokazał, że to była niezła strategia.
p. ORGANIZACJA
Dobra. Wszystko zgodnie z harmonogramem lub nawet szybciej. Mili oraz pomocni sędziowie. Dużo stanowisk, dzięki czemu nie było zatorów. Zabrakło tabliczek na dwóch punktach, ale organizatorzy wybrnęli z tego. Pewne problemy sprawiały cele na 130 m, ale właśnie dlatego ta edycja miała charakter testu. Bogactwo pakietów startowych oraz jakość nagród (w zawodach dla 10 zespołów) robiła wrażenie i potwierdzało, że organizatorzy potrafią się zakręcić za sponsorami. Brawo dla Helikon-Tex, Husar oraz SVRN - Suveren Small Arms Poland – AK AR From Radom. No i jeszcze ten obiekt – Podwórze Koguta to doskonała strzelnica dla strzelców taktycznych.
q. BORYS
Człowiek stojący na czele ekipy z Klubu Strzelających Inaczej, która była odpowiedzialna za tę edycję. Borysa znam już od jakiegoś czasu. Postrzegałem go jako pozytywnie zakręconego hardcora, który realizując swoje pomysły zwykle „nie bierze jeńców”. Dlatego tak bardzo chciałem pojechać na Lekką i jednocześnie spodziewałem się najgorszego. Byłem niemal pewien, że mimo pory roku, w pierwszej godzinie, trzeba będzie brodzić w wodzie, aby potem cały dzień biegać w mokrym mundurze. A na bank jakiś cel będzie na bagnach. Film z zadaniami strzeleckimi utwierdził mnie w przekonaniu, że będzie naprawdę wymagająco. Po zawodach stwierdzam, że Borys wraz ze swoją ekipą, stworzył bardzo ciekawą formułę zawodów. To nie jest 3Gun z elementami taktycznymi, nie są to zawody obronne, albo też rywalizacja dla hardcorów. To zawody dla strzelców, którzy już trochę strzelają i chcieli by się sprawdzić w towarzystwie swojego strzeleckiego kumpla. Nawigacja nie jest za trudna, dystans rozsądny, zadania strzeleckie ciekawe. Wszystko mieści się w jednym dniu jak klasyczne zawody dynamiczne (no może trochę dłużej). Dlatego kończąc to lekko przydługą recenzję zachęcam Was do udziału w letniej edycji.